Zeznanie
Tomasz Michałowski
Leszek CZ mógł zainicjować, zarejestrowanie kilku materiałów audio wizualnych z moją osobą w głównej roli, podczas tych nagrań byłem w stanie hipnozy z wyłączoną świadomością, mogłem wykonywać pewne czynności, ulegać autosugestiom, wypowiadać określone kwestie, treści tych nagrań mogą być przerażające, drastyczne, pornograficzne, obyczajowe. Rozpowszechniane są na nośnikach cyfrowych i w sieci internet. Osoby trzecie mogą czerpać z tego korzyści majątkowe, mój wizerunek został pogrzebany, a opinia mocno nadszarpnięta.
Służby aparatu państwowego zamyknęły moją osobę ośmiokrotnie w Państwowym Szpitalu Psychiatrycznym. Przeżyłem okropne męki i cierpienia na oddziałach zamkniętych w Kołobrzegu i Szczecinie. Kołobrzeska Policja, Państwowa Służba Zdrowia, Państwowa Straż Pożarna, Uwaga ale to trudne nawet do uwierzenia prywatna Policja.
Służby te wielokrotnie interweniowały w moim mieszkaniu, byłem silnie otruty środkami chemicznymi, przez osoby trzecie, w stanie hipnozy, takie przypadki miały wiele razy miejsce.
<– break –>
Był przypadek, że dostałem ataku długiej padaczki i zapaści, musiała interweniować straż pożarna i demontować drzwi w izbie mieszkalnej takie są zeznania mojego Ojca Jerzy Michałowski. W rzeczywistości pracowałem wtedy przed komputerem i straciłem świadomość i nie mogę jednoznacznie potwierdzić czy są one w tym wypadku zgodne z prawdą i autentyczne, gdyż ktoś mógł wpłynąć na to, aby Tata przekazał mi taką informację ze zdarzenia które zaszło.
<– break –>
Następnie służby aparatu państwowego wywiozły mnie z domu, obudziłem się w szpitalnej sali nagi i strasznie otumaniony, nie wiedziałem gdzie jestem, gdzie się znajduję, wyszedłem na szpitalny hol okrywając swoje ciało szpitalną pościelą i zorientowałem się, że jestem na oddziale neurologicznym i wróciłem do łóżka.
<– break –>
Po chwili weszły pielęgniarki i przystąpiły do zabiegu iniekcji środka wywołującego coś podobnego do ataku padaczkowego, w tym stanie zostałem natychmiast przetransportowany na oddział psychiatryczny i skuty w pasy zabezpieczające, czułem się ciągle jak w stanie ataku somatycznym.
<– break –>
Odzyskałem „świadomość”, mój stan był jeszcze gorszy, miałem przegryziony język tak, że nie byłem w stanie wypowiedzieć słowa, czułem ataki paniki. Ujrzałem wtedy Doktor Szymon Kijanka, był lekko zaskoczony, zdziwił się dlaczego jestem znowu w oddziale, ale diagnoza mojego przypadku była jasna, z góry określona (ktoś w Szpitalu jednak rządzi) i trudno w to uwierzyć, czerpie dodatkowe korzyści majątkowe ze swoich praw i wykonuje polecenia z zewnątrz. Na oddziale w tym czasie dyżurowała Doktor Ordynator Monika Lipert-Wódz. (jednak w tym akurat przypadku nie posądzałbym Miłej Pani Ordynator o przysłowiową „łapówkę”.)
<– break –>
Cierpiałem kolejne 24 godziny skuty w pasach bezpieczeństwa, w izolatce, ciężko cierpiałem, krzyczałem, wołałem o pomoc, czułem, że tworzą mi się odleżyny, czasem ktoś zaglądał do sali, ale trudno stwierdzić ten fakt w 100%, gdyż nie byłem w stanie tego sobie uświadomić i zakodować w pamięci, jednego jednak jestem pewien, nad ranem do izolatki wszedł sanitariusz i dostarczył mi wodę i sook jakiś czas później otrzymałem szorty, koszulę i klapki, ten skromny ekwipunek przyniósł do szpitala mój Tato.
<– break –>
W Kolejnych tygodniach w sali wielkości rzędu kilku metrów kwadratowych z Szafą, czterema łóżkami i umywalką i lustrem…
Przekrój intelektualny „osadzonych” tam pacjentów to klasyczny i psychologiczny wachlarz stopnia poziomu inteligencji idioci, kretyni, debile, imbecyle, matołki.
UWAGA!!!
W oddziale przebywały, ale nie w tym samym czasie razem ze mną wyjątkowo zdolne i inteligentne jednostki. W mieście Kołobrzeg przebywałem aż siedmiokrotnie i poznałem tu Norberta Smolińskiego to bardzo ciekawa osobowość. Leczył się tam też wielokrotnie mój kolega i znajomy Szymon Siejka.
Po jednym z wyjść (wypisów) ze szpitala spotkałem pewnego razu Simona przy Galerii HOSSO, byłem strasznie toksyczny, struty psychotropami, neuroleptykami, inną chemią, czułem zaćmę w mózgu, otumanienie, moja kondycja psychofizyczna była fatalna, skusiłem się wtedy, aby choć na chwilę odzyskać sprawność umysłową i „przebić” tą „otumaniona mękę psychiczną” i zażyłem niewielką dawkę meta amfetaminy, Ta chemia ma działanie depot długoterminowe, moja gehenna po wspaniałym dniu z Szymonem trwała dalej, musiałem brać leki, gdyż taki był przykaz.
Krótka relacja z innej „interwencji” i pytanie do ludzi myślących, rozsądnych i odpowiedzialnych.
Jaki idiota w mieście Kołobrzeg wpadł na pomysł aby zaangażować Państwową Straż Pożarną i kierować ją do akcji wraz z Policją i Państwową Służbą Zdrowia do bloku w którym mieszkam. Rozstawiać wysięgnik przed blokiem i próbować wyciągnąć mnie przez okno z drugiego piętra, starając się jednocześnie sprowokować do dalszej dyskusji i negocjacji.
Do mieszkania wkracza kołobrzeska Policja. Muszą wykonywać swoje rozkazy są na posyłki wykonują polecenia i z góry zaplanowane instrukcje, wśród nich był mój kolega ze szkoły podstawowej nr 7 Tomasz Kwaśnik. Drzwi do izby mieszkalnej w której przebywałem i na co dzień mieszkam i pracuję były zamknięte. Funkcjonariusze rutynowo próbowali mnie zmusić do ich otwarcia, siedziałem starałem się skupić na pracy przy komputerze…
<– break –>
Mijają kolejne minuty, do mieszkania wkracza nowy oddział Państwowej Straży Pożarnej uzbrojony w narzędzie typu łom stalowy, zaczynają procedurę wyważania drzwi. Siedząc przy biurku zaczynam widzieć uszkodzenia na dolnej części skrzydła i elementy mocujące je do framugi zaczynają się poruszać i trzaskać.
Zdrowy rozum każdego człowieka podpowiada, aby w tym momencie uniknąć dalszych uszkodzeń, należy otworzyć wejście do pokoju.
<– break –>
Gdy wróciłem ze szpitala w fatalnym i opłakanym stanie umysłowym, intelektualnym i psychofizycznym, zastałem zdemontowany zamek w mojej pracowni i uszkodzone drzwi. Nikt nie zwrócił kosztów tej dewastacji.
<– break –>
Opiszę kolejny wstrząsający umysł przypadek z mojego życia.
Pewnego razu postanowiłem po raz kolejny odwiedzić moją bliską rodzinę w mieście Krakowie było to w roku 2004. Wstałem wczesnym rankiem i przygotowałem się do wyjazdu, wyszedłem z domu i poczułem dziwne fizjologiczne uczucie wypełnienia żołądka, to była efedryna, podała mi ją (napoiła) osoba trzecia w śnie hipnotycznym. Uświadomiłem to sobie dopiero po jakimś czasie. Nerwowym krokiem udałem się w kierunku dworca PKP czułem, że coś jest z moim organizmem nie w porządku, wzrosło mi ciśnienie tętnicze, miałem dziwny posmak w ustach, podświadomie postanowiłem wydalić tę substancję z organizmu i wybrałem piwo gdyż jest bardzo moczopędne.
<– break –>
Wsiadłem do pociągu relacji Kołobrzeg-Kraków Główny, czułem coraz większy niepokój, pociąg rozpoczął swój bieg.
<– break –>
Przejeżdżając przez stację Piła poczułem fetor, miałem wrażenie, że unosi się on w całym przedziale. Byłem przekonany, myślałem, wydawało mi się, a nawet czułem jak moje komórki w przewodzie pokarmowym zaczynają się rozkładać, trucizna coraz bardziej zaczynała się uwalniać i przenikać do krwiobiegu.
<– break –>
Kiedy skład pociągu przemieszczał się w okolicach Poznania, ogarnęły mnie ataki paniki, wysiadłem z przedziału, przeszedłem dwa wagony, przystanąłem, poczułem dreszcze, narastawały, udałem się w kierunku kabiny maszynisty i tam odnalazłem kierownik pociągu, była to kobieta, połączyła się ze służbami we Wrocławiu, na peronie czekała już Policja wraz z sanitariuszami, zostałem przewieziony do szpitala na oddział psychiatryczny.
<– break –>
W szpitalu podpisałem oświadczenie, że nie wyrażam zgody na leczenie. Opuściłem placówkę zdrowia i wyszedłem na zewnątrz, dosyć szybko udało mi się zlokalizować postój TAXI tam wsiadłem do wozu i zamówiłem kurs na jedną z ulic osiedla kosmonautów. Nocowałem tam u rodziny 1 dzień czułem się nawet dobrze, rankiem kontynuowałem dalszą podróż razem z Lucyną Wdziękońską siostrą mojej mamy (to bardzo zapobiegliwa mgr farmacji, jednak bezsilna wobec służb aparatu państwowego), wsiedliśmy do pociągu relacji Wrocław Główny – Kraków Główny – w przedziale poczułem się znowu „otruty” przechodziłem psychiczną katorgę, miałem brudne myśli, moja podświadomość przywoływała wstrząsające obrazy, czułem ingerencję z zewnątrz, z eteru, doskwierał mi dyskomfort fizyczny, cierpiałem.
<– break –>
Pobyt w grodzie Kraka to najgorsza wycieczka w moim dotychczasowym życiu, po powrocie do domu długo dochodziłem do siebie, a wyprawa ta wyrządziła wielki uszerbek psychiczny w moim życiu.
UWAGA!!!
Ujawnił bym jeszcze kilka bardzo wstrząsających faktów i aktów mojej historii, ale mogę to zrobić tylko w obecności wysokiego sądu, na posiedzeniu niejawnym.
<– break –>
Za każdym razem gdy wracałem ze szpitalnego oddziału po kilkumiesięcznym przymusowym pobycie, czułem się znacznie gorzej niż przed hospitalizacją, musiałem brać leki, które wycofały mnie z pracy intelektualnej na okres około 10 lat.
<– break –>
W tym czasie uśpienia przeszedłem serię skutków ubocznych branych specyfików, które wywoływały w moim ciele różne dolegliwości typu: uporczywy ślinotok, wytworzył on na mojej twarzy straszną wysypkę skórną, gdyż ślina leciała mi z ust na okrągło, a w nocy gdy spałem spływała po policzku i po kilkutygodniowym okresie pojawił się na mojej twarzy ciemny zaciek na kości policzkowej. Utrzymywał się on wiele miesięcy.
<– break –>
Inny koszmarny powrót z ul. Łopuskiego 31 to ogromny szook i niedowierzanie, kiedy usiadłem do pianina nie potrafiłem sobie przypomnieć i zagrać nawet jednego taktu utworu Polonez As-dur F. Chopina. Siedząc w szpitalu czułem wrażenie jakby jakieś struktury w moim mózgu uległy ejekcji. To było okropne uczucie.
<– break –>
Podczas jednego z pobytów w „tej łapowni” przybrałem na wadzę ponad 40kg, innego razu przybyło kolejne 30kg, miałem zwolniony metabolizm i przemianę materii, uciążliwe problemy z przewodem pokarmowy. Do dzisiaj nie mogę zrzucić wagi chociaż jestem zdeklarowanym wegetarianinem.
<– break –>
Za każdym razem kiedy trafiałem do szpitala, nie wyrażałem zgody na leczenie, bywało tak, że pracownik z sądu, który podejmuje decyzje o przymusowym zatrzymaniu i pobycie w szpitalu, nie pojawiał się wcale. Wielokrotnie prosiłem o przeniesienie do prywatnej kliniki, niemal każdego dnia prosiłem lekarzy wizytujących obchód, aby mnie zwolnili do domu do pracy. Każdy mój pobyt w państwowej placówce zdrowia, to „maksymalny” wynikający z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego okres jaki może przebywać pacjent. W tamtym czasie było to 72dni.
Z moim narządem wzroku było jeszcze gorzej długo-czasowe ataki oczopląsu na zmianę z szybkim migotaniem powiek w różnych interwałach czasowych. Długoczasowe przyjmowanie leków wywołało u mnie także zaburzenia koncentracji, zaburzenie pamięci, spłycenie emocjonalne, obniżyło strasznie moje poczucie wartości i pewności siebie. Skutki tego traumatycznego okresu odczuwam po dziś dzień i wpływają one na moje funkcjonowanie w społeczeństwie, ogólne samopoczucie i wyrządziły znaczny uszczerbek na moim zdrowiu psychicznym i fizycznym.
Tomasz Jerzy Michałowski
Jedna Myśl do “Jak Państwowa Służba zdrowia zniszczyła moją karierę”
Miałem łzy w oczach na widok syna, kiedy służby przynosiły go w stanie hipnozy do pokoju w naszym mieszkaniu i miał głęboką dysfunkcję narządu ruchu. To skandal i hańba dla Państwa Polskiego, że nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny i postępowania. Mój syn stracił ponad 10 lat rozwoju kariery zawodowej, a kiedy tylko wpadł na pomysł aby rozwinąć skrzydła natychmiast „lądował” w szpitalu psychiatrycznym.